Przełamać strach, żeby pomóc.
Wyobraź sobie zwyczajny dzień. Idziesz ulicą, wracasz z pracy, robisz zakupy albo jedziesz samochodem. Nic nie zapowiada tego, że za chwilę wydarzy się coś, co całkowicie zmieni rytm tej chwili. Nagle widzisz człowieka, który upada. Przez moment nie wiesz, co się stało. Ludzie zatrzymują się, ktoś patrzy z daleka, ktoś wyciąga telefon. Ty również stajesz i obserwujesz.
I wtedy w głowie pojawia się szereg pytań: Czy powinienem podejść? Czy on potrzebuje pomocy? Co, jeśli zrobię coś źle? A jeśli tylko zasłabł? Może ktoś inny zna się na tym lepiej? Przecież nie jestem ratownikiem.
To właśnie w takich chwilach rozgrywa się jedna z najważniejszych, a jednocześnie najmniej dostrzeganych części pierwszej pomocy. Zanim wykonamy jakąkolwiek czynność, musimy pokonać własną barierę psychiczną. Często bowiem największym problemem nie jest brak dobrej woli, lecz strach, niepewność i poczucie odpowiedzialności za to, co wydarzy się po naszym działaniu.
Pierwsza pomoc to nie tylko znajomość konkretnych czynności. To również umiejętność przełamania się w sytuacji, w której naturalnym odruchem może być wycofanie, czekanie albo liczenie na to, że ktoś inny zrobi pierwszy krok.
I właśnie o tym warto mówić znacznie częściej.
Dlaczego tak trudno jest podejść?
Człowiek w sytuacji zagrożenia nie działa zawsze tak spokojnie i logicznie, jak mogłoby się wydawać z perspektywy osoby obserwującej zdarzenie. Nagłe wydarzenie wywołuje stres, a stres wpływa na sposób, w jaki postrzegamy sytuację i podejmujemy decyzje. W krótkim czasie musimy ocenić, co się dzieje, czy jesteśmy bezpieczni, czy ktoś potrzebuje pomocy i co właściwie możemy zrobić.
Do tego dochodzi brak pewności.
Jeżeli widzimy osobę leżącą na ziemi, nie znamy jej historii. Nie wiemy, co wydarzyło się kilka sekund wcześniej. Nie wiemy, czy jest przytomna, czy oddycha, czy doznała urazu, czy jej stan wynika z choroby, czy może wydarzyło się coś zupełnie innego.
Umysł próbuje więc znaleźć odpowiedź, zanim podejmiemy działanie. Problem polega na tym, że w sytuacji nagłej nie zawsze mamy możliwość uzyskania pełnej pewności. Możemy przez kolejne sekundy analizować sytuację, ale poszkodowany nadal pozostaje bez pomocy.
Właśnie dlatego jedną z najważniejszych rzeczy, jaką można zrobić dla siebie jeszcze przed wystąpieniem sytuacji awaryjnej, jest zaakceptowanie faktu, że nie zawsze będziemy wiedzieć wszystko.
Pierwsza pomoc nie polega na postawieniu diagnozy. Nie musimy wiedzieć, co dokładnie stało się z człowiekiem, aby zauważyć, że coś jest nie tak, zadbać o bezpieczeństwo, wezwać pomoc i rozpocząć odpowiednie działania.
To ogromna różnica.
„A jeśli zrobię coś źle?”
To prawdopodobnie jedna z najczęstszych obaw, które powstrzymują ludzi przed działaniem. Wiele osób boi się, że zamiast pomóc, pogorszy sytuację. Szczególnie dotyczy to resuscytacji krążeniowo-oddechowej, opatrywania poważnych urazów czy kontaktu z osobą nieprzytomną.
Ten lęk jest zrozumiały. Nikt nie chce zaszkodzić drugiemu człowiekowi.
Jednocześnie warto spojrzeć na tę sytuację z innej strony. Jeżeli człowiek rzeczywiście znajduje się w stanie zagrożenia życia, bezczynność również nie rozwiązuje problemu. Czekanie, aż pojawi się ktoś bardziej doświadczony, może oznaczać utratę cennych sekund.
Dlatego pierwsza pomoc nie wymaga perfekcji. Wymaga reakcji adekwatnej do sytuacji i własnych możliwości.
Nie każdy będzie wiedział, jak postępować w każdej możliwej sytuacji. Nie każdy zapamięta wszystkie szczegóły szkolenia. Nie każdy będzie potrafił wykonać każdą czynność. Ale to nie oznacza, że taka osoba nie może zrobić nic.
Może wezwać pomoc. Może poinformować innych. Może znaleźć AED. Może wykonać polecenia dyspozytora. Może pomóc zabezpieczyć miejsce zdarzenia. Może pozostać z poszkodowanym i obserwować jego stan.
Pomoc nie ma jednej formy.
Strach przed odpowiedzialnością
Wiele osób ma również obawę przed tym, co stanie się później. „Co, jeśli ktoś uzna, że zrobiłem to źle?” „Co, jeśli ratownicy powiedzą, że powinienem postąpić inaczej?” „Co, jeśli ktoś będzie miał do mnie pretensje?”
To naturalne, ponieważ pomagając, przestajemy być jedynie obserwatorem. Podejmujemy odpowiedzialność za własne zachowanie i musimy zmierzyć się z emocjami związanymi z sytuacją.
Warto jednak pamiętać, że osoba udzielająca pierwszej pomocy nie jest zobowiązana do zastąpienia profesjonalnego zespołu ratowniczego. Jej zadaniem jest podjęcie rozsądnych działań w zakresie własnej wiedzy i możliwości do czasu przybycia odpowiednich służb.
Nie chodzi więc o to, żeby nagle stać się ratownikiem medycznym.
Chodzi o to, żeby nie pozwolić, aby strach przed niedoskonałością całkowicie odebrał nam możliwość działania.
Kiedy wokół jest dużo ludzi, paradoksalnie może być trudniej
Istnieje jeszcze jeden mechanizm, który ma ogromne znaczenie w sytuacjach wymagających pomocy. Kiedy człowiek znajduje się w tłumie, odpowiedzialność może zostać niejako „rozłożona” pomiędzy wszystkie obecne osoby.
Każdy widzi, że ktoś potrzebuje pomocy, ale jednocześnie każdy widzi również innych ludzi.
„Na pewno ktoś już zadzwonił.”
„Ktoś pewnie podejdzie.”
„Może tam jest ktoś z medycznym doświadczeniem.”
„Przecież jest tu tyle osób.”
W efekcie może dojść do sytuacji, w której kilkanaście osób obserwuje zdarzenie, ale przez pierwsze chwile nikt nie podejmuje zdecydowanego działania.
Dlatego w sytuacji zagrożenia bardzo pomocne jest myślenie nie w kategorii „kto powinien to zrobić?”, lecz „co mogę zrobić ja?”.
Czasami wystarczy jedna osoba, która przełamie tę barierę.
Podejdzie.
Zapyta, czy poszkodowany ją słyszy.
Poprosi konkretną osobę o wezwanie pomocy.
Poleci komuś przynieść AED.
Wtedy sytuacja zaczyna się zmieniać. Zamiast biernego tłumu powstaje grupa ludzi wykonujących konkretne zadania.
Presja innych ludzi również ma znaczenie
Nie zawsze boimy się samej sytuacji. Czasami boimy się również tego, jak zostaniemy ocenieni.
To szczególnie widoczne w miejscach publicznych. Możemy mieć wrażenie, że wszyscy patrzą właśnie na nas. Boimy się pomyłki, komentarzy, krytyki albo tego, że ktoś uzna nasze działania za nieprofesjonalne.
Tymczasem osoba potrzebująca pomocy nie potrzebuje w tym momencie perfekcyjnego występu. Potrzebuje człowieka, który zrobi to, co potrafi.
Warto więc przestać traktować pierwszą pomoc jako egzamin.
To nie jest konkurs.
Nie chodzi o to, kto zrobi wszystko idealnie. Chodzi o to, aby w sytuacji zagrożenia nie pozostać obojętnym.
Odwaga nie oznacza braku strachu
To jedna z najważniejszych rzeczy, o których powinniśmy mówić w kontekście pierwszej pomocy.
Możemy się bać i jednocześnie pomagać.
Możemy mieć przyspieszone bicie serca, drżące ręce i poczucie ogromnego stresu, a mimo to podjąć właściwą decyzję.
Strach jest naturalną reakcją organizmu na sytuację, którą postrzegamy jako zagrożenie. Nie jest dowodem słabości ani braku predyspozycji do pomagania.
Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy pozwalamy, aby strach całkowicie przejął kontrolę nad naszym zachowaniem.
Dlatego prawdziwa odwaga w pierwszej pomocy nie musi wyglądać spektakularnie.
Czasami odwaga wygląda jak wybranie numeru alarmowego.
Czasami jak uklęknięcie obok poszkodowanego.
Czasami jak powiedzenie: „Proszę się nie ruszać, pomoc jest już w drodze”.
A czasami jak wykonanie pierwszego ucisku na klatkę piersiową, mimo że ręce drżą ze stresu.
Nie musimy przestać się bać. Musimy nauczyć się działać pomimo tego strachu.
Wiedza daje coś więcej niż same umiejętności
Właśnie dlatego edukacja z zakresu pierwszej pomocy ma tak duże znaczenie.
Szkolenie nie powinno być jedynie przekazaniem zestawu procedur do zapamiętania. Jego ogromną wartością jest również możliwość przećwiczenia sytuacji, które w rzeczywistości mogą wywołać stres.
Kiedy po raz pierwszy zakładamy rękawiczki, podchodzimy do fantoma i mamy wykonać określone czynności, możemy czuć niepewność. Jednak z każdym kolejnym powtórzeniem sytuacja staje się bardziej znajoma.
Uczymy się nie tylko tego, co zrobić, ale również tego, jak zachować się w sytuacji stresowej.
Dowiadujemy się, że możemy poprosić innych o pomoc. Uczymy się komunikacji. Ćwiczymy konkretne czynności. Poznajemy sprzęt, z którym wcześniej być może nigdy nie mieliśmy kontaktu.
Dzięki temu sytuacja, która wcześniej wydawała się całkowicie obca, staje się czymś, z czym mieliśmy już kontakt.
A im mniej niewiadomych, tym łatwiej rozpocząć działanie.
Nie każdy musi być ratownikiem
To przesłanie jest dla nas w CARE FIGHTERS szczególnie ważne.
Nie chcemy budować przekonania, że pomagać mogą wyłącznie osoby posiadające specjalistyczną wiedzę, odpowiednie uprawnienia czy wieloletnie doświadczenie.
Oczywiście profesjonalne służby i osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje odgrywają kluczową rolę. To właśnie do nich należy profesjonalna pomoc medyczna i ratownicza.
Ale zanim dotrą na miejsce, istnieje pewien bardzo ważny etap.
Czas pomiędzy wystąpieniem zdarzenia a przyjazdem profesjonalnej pomocy.
I właśnie w tym czasie może znaleźć się zwykły człowiek.
Pracownik sklepu. Kierowca. Rodzic. Nauczyciel. Strażak ochotnik. Przechodzień. Sąsiad. Kolega z pracy.
Nie musi być ekspertem.
Musi jedynie wiedzieć, że jego reakcja może mieć znaczenie.
Pierwsza pomoc zaczyna się dużo wcześniej niż w chwili wypadku
Tak naprawdę przygotowanie do udzielania pierwszej pomocy rozpoczyna się wtedy, kiedy jeszcze nic się nie dzieje.
Kiedy decydujemy się nauczyć podstaw.
Kiedy uczestniczymy w szkoleniu.
Kiedy dowiadujemy się, gdzie znajduje się najbliższe AED.
Kiedy rozmawiamy z rodziną o tym, jak zachować się w sytuacji zagrożenia.
Kiedy uczymy dziecko, że nie należy przechodzić obojętnie obok osoby, która potrzebuje pomocy.
Kiedy jako pracodawca organizujemy szkolenie dla pracowników.
Kiedy jako organizacja wspieramy dostęp do wiedzy i sprzętu.
To właśnie wtedy budujemy gotowość, która może zaprocentować w najmniej oczekiwanym momencie.
Bo kiedy sytuacja już się wydarzy, nie będziemy mieli możliwości wrócić do domu i powiedzieć sobie: „Teraz nauczę się pierwszej pomocy”.
Będziemy musieli działać z tym, co mamy.
Dlatego warto przygotować się wcześniej.
A co, jeśli nadal będę się bał?
Być może po przeczytaniu tego artykułu ktoś pomyśli: „Wszystko rozumiem, ale i tak nie wiem, czy miałbym odwagę podejść”.
I to również jest w porządku.
Nie ma sensu udawać, że strach można wyłączyć jednym zdaniem.
Można natomiast stopniowo zmniejszać jego wpływ.
Najlepszym sposobem jest zdobywanie doświadczenia.
Nie trzeba od razu uczyć się wszystkiego. Wystarczy zacząć od podstaw, uczestniczyć w praktycznym szkoleniu, zadawać pytania i ćwiczyć. Z czasem pojawia się coś niezwykle ważnego — poczucie, że „wiem, od czego zacząć”.
To właśnie może być moment przełomowy.
Nie chodzi o to, żeby w głowie mieć odpowiedź na każde możliwe pytanie. Chodzi o to, żeby w chwili stresu nie zostać całkowicie sparaliżowanym przez niepewność.
Nie czekaj, aż strach zniknie
Być może nigdy nie będziemy całkowicie spokojni w obliczu czyjegoś zagrożenia życia.
I nie powinniśmy tego oczekiwać.
Człowiek, który widzi cierpienie drugiej osoby, może odczuwać silne emocje. To normalne.
Najważniejsze jest to, co zrobimy z tymi emocjami.
Czy pozwolimy, aby zatrzymały nas w miejscu?
Czy wykorzystamy wiedzę, którą wcześniej zdobyliśmy, i spróbujemy zrobić to, co w danej chwili jest możliwe?
Pierwsza pomoc nie zaczyna się od idealnej techniki. Zaczyna się od decyzji.
Od momentu, w którym przestajemy być biernym obserwatorem i stwierdzamy:
„Spróbuję pomóc.”
Razem możemy przełamywać tę barierę
W CARE FIGHTERS wierzymy, że budowanie bezpieczeństwa zaczyna się od ludzi. Od ich wiedzy, świadomości i gotowości do działania. Dlatego chcemy wspierać rozpowszechnianie pierwszej pomocy i edukację, która sprawia, że wiedza ratunkowa przestaje być czymś odległym i zarezerwowanym wyłącznie dla profesjonalistów.
Chcemy, aby coraz więcej osób miało możliwość zetknięcia się z pierwszą pomocą w praktyce, zadania pytań, przećwiczenia podstawowych czynności i przede wszystkim przekonania się, że pomaganie jest czymś, czego można się nauczyć.
Nie chodzi o tworzenie społeczeństwa złożonego z samych ratowników.
Chodzi o coś znacznie prostszego.
O społeczeństwo, w którym człowiek potrzebujący pomocy nie zostaje sam dlatego, że wszyscy boją się podejść.
O ludzi, którzy wiedzą, że nie muszą być ekspertami, żeby rozpocząć właściwe działanie.
O osoby, które zamiast myśleć „ktoś inny na pewno pomoże”, potrafią pomyśleć:
„Co mogę zrobić ja?”
Być może kiedyś właśnie Ty znajdziesz się w takim miejscu. Być może obok Ciebie ktoś zasłabnie, dojdzie do wypadku albo wydarzy się sytuacja, której zupełnie się nie spodziewasz.
Nie wiemy, kiedy taka chwila nadejdzie.
Możemy jednak zdecydować, co zrobimy wcześniej.
Możemy zdobyć wiedzę. Możemy ją przećwiczyć. Możemy nauczyć się reagować. Możemy oswoić własny lęk.
A kiedy przyjdzie trudny moment, nie musimy być bohaterami.
Wystarczy, że będziemy gotowi zrobić pierwszy krok.
Nie musisz być ekspertem. Nie musisz wiedzieć wszystkiego.
Naucz się podstaw. Przełam strach. Zareaguj.
Bo pierwsza pomoc to nie tylko czynności wykonywane w sytuacji zagrożenia.
To również świadomość, odpowiedzialność i gotowość do tego, by nie przejść obojętnie obok drugiego człowieka.
CARE FIGHTERS
Razem tworzymy bezpieczniejsze jutro.